Otóż to.
Rozumiem, dzień poczekać, bo może faktycznie nie ma czasu, czy cokolwiek innego, ale tydzień? To się sprowadza do
tego - zabawne jest to, że to jest jakieś niby samcoalfowanie, a bardziej mi takie zachowanie pasuje do bycia wyciągniętym z Bravo Girl 2001.
Rozmowa jest podstawą czy w związku czy w jakichkolwiek relacjach, a jakieś metody cichych dni, brania na głód rozmowy, czy inne śmieszne taktyki, to mają chyba tylko prawo bytu w niepoważnych/niedojrzałych związkach.

