mercury napisał
co myślicie o sytuacji
4 letni friendzone, w koncu jakies pol roku temu zaczelo sie cos wiecej, oficjalnie relacja fwb. Dziewczyna dla mnie idealna, spełniamy się pod każdym względem, idealnie w moim typie. Bylo fajnie, otwarty związek,jednak ona odrzucała moje uczucie.Nagle jej zaczęło zależeć i wyznalismy sobie miłość (przy czym padło stwierdzenie, że to że się kochamy nie znaczy ze musimy byc razem). Było idealnie, az poszla na impreze, opiła się w 4 dupy i wylądowała z jakimś kolesiem w łózku, twierdząc, że nie doszło do seksu bo przypomniała sobie o mnie (sama się przyznała, nie kłamie mnie, widziałem łzy i w ogóle, przez 4 lata znajomosci nigdy mnie nie okłamała).
Ja powiedziałem, ze mnie to strasznie boli i chyba trzeba będzie zakończyć znajomość(feelsy). Ona powiedziała, że nie może beze mnie żyć, jeśli dam jej szanse to będziemy razem, przysiegala ze bedzie w 100% wierna i oddana mi, bedzie najlepsza jaka może być i w ogóle. Powiedziała, że nie wiedziała ze mnie to zaboli (ja tez tego nie wiedziałem :<) i dałaby wszystko, żeby cofnąć czas. Powiedziałem, że do 2 tygodni dam jej odpowiedź co i jak.
No i teraz mam dylemat, jest sens wchodzić w taki związek, mając tak zjebane fundamenty i ogólnie?