widzę forumowy fajter się znalazł :)
skąd ty się wziąłeś?
Wersja do druku
To nie chodzi o to żebyś myślał codziennie, że ma od Ciebie odejść. Masz nie podporządkowywać swojego życia pod partnera, bo kiedyś może go zabraknąć, a Ty zostaniesz z niczym.
To nie zwalnia z konieczności szanownia zdania partnera, dbania o jego potrzeby itp. to zmusza do wypracowania równowagi między swoimi potrzebami, a potrzebami partnera.
Są sytuacje kiedy trudno o brak podporządkowania życia jednego partnera względem drugiego także łatwo powiedzieć - trudniej zrobić, mam tutaj na myśli szczególnie związki osób z różnych miast co znam z autopsji bo prędzej czy później któreś się musi podporządkować, zmienić miejsce zamieszkania, środowisko, praktycznie zrezygnować z bliskich znajomych i rodziny. To wymaga wielkiego zaufania.
Ja pierdole co za lby.
TO byl skrot myslowy. Nie oznacza to ze gosciu ma byc zamkniety w domu i nigdzie z kumplami wyjsc. Ale wizja zwiazku a lecenie co piatek+sobota na balet to chyba niebardzo wspolgra?
Jeśli dla kogoś zmiana środowiska czy tam ograniczenie melanży, spotkań z ziomkami na rzecz swojej miłości jest chujowe to po co angażować się związek, wiadomo to kwestia relacji miedzy tobą a twoja partnerka (to przykład, nie koniecznie musi to dotyczyć Ciebie) nie wiem jak wy traktujecie swoje partnerki bo to kwestia subiektywna tak samo podejście, ale jeśli się wiążesz z kimś to trzeba być gotowym na czasem radykalne zmiany. znowu w zgodzie ze sobą
ok
I znowu, jak zawsze w życiu, wychodzi na to, że jedynym rozwiązaniem jest kompromis. Nie można ani się komuś podporządkować w 100%, ale też nie można się opierać i robić wszystko, na co ma się ochotę (czyt. latać w każdy weekend na gruby melanż).
Przecież napisałem o tym we wcześniejszym poście. Wchodząc w związek tracimy cześć swojej niezależności, ale musimy ustalić pewną granicę, której przekroczyć nie można. Może nieprecyzyjnie się wyraziłem.
Chodziło mi o sytuację, gdzie partner zaczyna rezygnować ze swoich pasji, hobby, znajomości dla dziewczyny, a często spotykam się z takimi sytuacjami.
#up
Dokładnie.
@kl4udyna
To że w Polsce generalnie jest przyjęte, że wieczorem je się kolację, a nie obiadokolację to nie znaczy, że tak wszyscy robią :). Wystarczy spojrzeć na restaurację - idziesz tam zjeść właśnie takie danie, a nie jakąś sałatkę nie? Poza tym nie wszystkie dziewczyny mają problem z nadwagą... Cały czas jestem za krewetkami bo współgrają z czerwonym winem, a wiadomo chyba jak czerwone wino wpływa na kobiety... :P
Czerwone wino do krewetek?
Przeciez krewetki, ryby, owoce morza, ogolnie posilki "lekkie" zawsze wino biale.
A czerwone do miesa, ew jakichs "porzadnych" posilkow.
Nie wyobrazam sobie pic czewonego, ciezkiego wina do krewetek ;c
Raczej do restauracji nie wybrałabym się na kolację a właśnie na obiad. I nie, nie jestem otyła, bliżej mi w sumie do niedowagi jak do nadwagi. Ostatnimi czasy panuje 'moda' na bycie zdrowym, bycie 'fit' co mnie się bardzo podoba bo coraz więcej ludzi się zdrowo odżywia. Skoro mówimy o kolacji to ja myślę o czymś co je się koło 18-19 i serio nie widzę nic dobrego w jedzeniu o tej porze dania typowo obiadowego. A w restauracjach podają świetne sałatki btw i właśnie z wielką chęcią takie bym jadała najczęściej jakbym mogła. Czerwone wino zaś.. chyba nie wiem 'jak wpływa na kobiety' bo u mnie wywołuje senność i migrenę. Także na mnie byś nic nie zdziałał bo byś mnie obrzydził krewetkami i polał na pusty żołądek czerwone wino- profitów brak.
Przecież nie napisałam, że nie zjadłabym kolacji w knajpie tylko po prostu, że ja w takich miejscach preferuję zjeść obiad. Na kolację wybrałabym lżejsze danie, inne niż na obiad, no nie żartujmy sobie że nie jadłabym obiadu bo idę na kolację, nawet tego nie potrafię zrozumieć co Ci się w głowie urodziło w tym momencie. Dla mnie nie robi to różnicy czy ktoś je 3 czy 5 czy nawet 10 posiłków dziennie, kolacja to jest kolacja, skoro nazywamy rzeczy po imieniu to nie proponujmy tu rzeczy które nadają się bardziej na obiad.
Podałeś tragiczną propozycję na kolację we dwójkę, dziewczyna to skomentowała mówiąc, że dla niej byłoby to nie fajne, a teraz sugerujesz jakąś nadwagę. Mocne.
I ja się pod tym podpisuję. Kolacja z definicji i zdrowotności ma być lekka, a nie sycąca. W dodatku propozycja podania krewetek też trochę nie trafiona, bo mało osób je lubi. Tym bardziej jeśli ma to być romantyczna kolacja we dwoje, a Ty dodatkowo proponujesz sos czosnkowy. Nie zazdrościłbym im późniejszych pocałunków.Cytuj:
Dla mnie to tragiczny pomysł. Kolacja powinna być lekka, nie mówiąc już o tym, że nie każdy lubi krewetki
lepiej kupić jakąś sałatę, kilka pomidorków cherry czy koktajlowych, mozarellę w kulce i sałatka praktycznie gotowa, jakieś dodatki można dobrać na wspólnych zakupach i w ogóle
Tego posta w ogóle nie zrozumiałem. Jak chłopak zabierze ją na kolację to...uwaga...zje kolację. Taką, jaką uważa za słuszną.