Łatwiej znaleźć kogoś, kto będzie serwisował seata niż mustanga. Przy nowych autach to nie ma większego znaczenia, ale mówię ogólnie. Nie wiem też, ale zgaduję, że jest mniej części zamiennych, a oryginalne są droższe do mustanga.
Wersja do druku
rozumiem że niektórzy mają z torga fioła na punkcie tych amcarów i wgl, ale mustangi to się skończyły na tym z 1969 i tyle
dlatego to jeden z najlepiej sprzedających się modeli
Jak to jest typie Essex V6, archaiczny silnik jeszcze OHV, kurwa, to jest tak piękne, że dodaje temu autu +100 do bycia gratem.
No i SN95 to ty szanuj.
A propos podążania za trendem - taki Mustang to jest 105% pójścia pod prąd, w cenie około 11k masz multum dobrych aut, które se możesz kupić od tak, od buta 5 kilometrów od domciu i mieć wyjebane.
Jutro jadę oglądać MiTo ze 155 konnym T-Jetem. Dobry silnik, ten sam co w GP Abarth. Jak będzie sensowne, to chyba będzie kupowane damskie autko hehe, a potem Artur będzie objeżdżany i Janek odwiedzany.
No ale znając moje szczęście to to będzie ulep jakiś i chuja z tego jak zwykle : /
Najgorsze to były 2 geny, to była totalna masakra i wizualnie, i silnikowo.
SNy są spoko, jakieś zadbane v8 w manualu mógłbym mieć, to całkiem szybkie coupe, którego mało u nas na drogach, więc czemu nie?
może dlatego, że w cenie takiego ładnego sna kupi się fbody z lsem :hmm
aaa, no i ten 3.8 nie jest supercharged, przy czym to całkowicie normalny motor
ja jestem zdania, że jak kupować auto amerykańskie, w którym oferowany był V8 i takie egzemplarze są dostępne, to branie v6 jest bez sensu. Wyjątkiem są właśnie v6 supercharged, które są zajebiste i taki doładowany mustang to by latał jak pojebany. 300kg cięższy tbird w automacie robi z takim silnikiem setkę w 7.4 sekundy...
Ale jak komuś niespecjalnie zależy na osiągach, to i zwykłe v6 będzie spoko do turlania się, chociaż do takiej jazdy to ja wolałbym jednak coś wygodniejszego.
A ten koń to nie naklejka, tylko malowanie. Gdyby chcieć to zmieniać, to trzeba niestety wyłożyć trochę hajsu na lakiernika. Chłopak takiego już kupił, co poradzisz...
A co to za pierdolenie xDD Akurat ta ostatnia generacja jest przezajebista; miałem okazję się tym bryknąć i jechało się super. Szybkie, ładne, tanie, czego chcieć więcej od takiego samochodu? Ja bym go sobie nie kupił tylko dlatego, że pełno ich na ulicach, a ja lubię mieć coś, co się wyróżnia, ale gdybym nie był na tym punkcie spierdolony, to pewnie ciułałbym na takiego stanga.
Z resztą, poza w/w 2 generacją to każda była spoko na swój sposób, mnie szczególnie leżą foxy, bo to zajebiste małe popierdalacze, no ale mustang sam w sobie, poza kilkoma specjalnymi wersjami, jak jakieś bossy i shelby z końca lat 60 czy machy z początku 70, to nigdy nie był niczym specjalnym. Pierwsza generacja odniosła komercyjny sukces i dała podwaliny pod legendę, ale ten samochód przez wszystkie te lata dostawał baty od konkurencji.
[y]-caMZMvXj3E[/y]
Ale takim foxem to bym polatał. Ludzie myślą, że to jakaś stuningowana sierra, a ty tam masz 5.0 V8 i po lekkich modach robisz setkę w 6 sekund z haczkiem, bajkowo :pogchamp
Ehhhh kwintesencja amerykanskiej motoryzacji 16 litrowy motor fałka, spalanie miliard i przy tym osiagi gorsze niz jakies biedny pognity fiat z 2.0 dizlem albo nie daj boze uturbiony potwor o pojemnosci 1.4 litra ehhh to jest to to jest ta prawdziwa motoryzacja. xD Tez lubie amerykasnkie autka i na pewno, ale to na kurwa pewno sobie jakies sprawie mam nadzieje niedlugo, ale to jest zabawne, ze stajesz takim v8 ryczacym na swiatlach z jakims fiatem 500 czy inna multipla i cie wali na pizde jak chce. xD
Masa, gościu, masa. I rok produkcji.
@No i, przede wszystkim, praktycznie każdy źle interpretuje charakter tych samochodów: coupe z dużym silnikiem to musi być auto sportowe i zapierdalač!!!!!!1!11!11!1
A takich stricte sportowców to naprawdę niewielu było, Tbird zawsze był przedstawicielem klasy luxury coupe i to miało służyć do wygodnego toczenia się, a nie do zapierdalania. I chociaż te ostatnie generacje niewiele już miały wspólnego ze słowem luxury, to ich przeznaczenie nadal się nie zmieniło. Podniecaleś się tym, jak się siedzi w sho, a jakbyś usiadł w moim tbirdzie, to byś się chyba spuścił ze szczęścia :kappa A Amerykanie mieli tam duże silniki, bo po prostu mogli, i tyle.
Później coś więcej o tym napiszę, teraz zasuwam na trening :)
Panowie, czy znacie kogoś z Słupsku/ okolicach kto mógłby sprawdzić mi furę? (podbić na serwis ogarnąć czy jest prosta itp)? ofc zapłacę.
Ja wiem, ze to mocny argument na kazda dyskusje, ale proponuje wziac pod uwage, ze rano dmuchnalem 0.8, pozniej jeblem jeszcze browara i drinka i dopiero wsiadlem do SHO takze moje odczuwanie rzeczywistosci w tamtym konkretnym momencie moglo byc znieksztalcone.
Masa masa, ale to auto nie ma nic wiecej niz taki Passat b5 czy nawet nie wspomnie o mojej julce, a jezeli w chuj wazy to okej, ale to nie jest usprawiedliwienie do chujowych osiagow przy tak duzych motorach. Wiem, ze mieli takie silniki bo mogli, ale mowilem o odniesieniu do Europy gdzie jezdzisz takim krazownikiem, a wyjasnia Cie jakies 0.9T od Fiata, gdzie Ty masz pod maska ryczace v8 w pieciu litrach. No kurwa, blagam nie zaslaniaj sie tutaj masa bo Giulietta to jest moze z 50-100kg lzejsza niz takie SHO. xD Fakt, ze Amerykanie nie zylowali silnikow nigdy, ale mnie jezdzac codziennie mega wkurwialoby gdyby mnie byle gulf w 1.9tdi wyjasnial na kazdych swiatlach, a taka jest smutna rzeczywistosc tych tanich, ryczacych fau usemek. Ty sie tym pewnie nie przejmujesz, masa ludzi takze - ale mi to przeszkadza, nie polubie auta, ktore "dre, ale nie ide", kojarzy mi sie to z Honda Civic.
Master, ale jak porównujesz auta z lat 90 to porównaj do AR z lat 90, różnica jest taka, że te burgery jeszcze 20 lat będo jeździć jak nie pogniją. Stangi 5 z v8 robio setke poniżej 6 sekund, to dobry wynik jak za hajs który kosztują (dojeb tak swoją alfę), co prawda możesz kupić tam v6, które nie jedzie, ale to 12 zaworowa jednostka, to technologia która w sumie dawno już wymarła w momencie produkcji, ale może producent chciał niską cene wyjściową :> no nie powiem, troche przypał z tą v6, wiem że każde auto ma jakiś maly i chujowy silnik, ale o ile nie ma problemu by kałdi a6 się męczyło z jakimś 2 litrowym motorem, to jednak w stangu przypał, ale jak ktoś kupuje taki silnik to godzi się, że 20 letni civic bez podłogi go zrobi ze światel, więc chodzi o inne walory przy zakupie. Co wincyj nowy mustang to jedne z tańszych kuni na rynku, zajebisty wygląd, dobre osiągi no i do tego gazowalna jednostka, wpierdolić tam walec ze 120 litroów i można jechać na koniec świata
Równie dobrze można pierdolić, że porobiony cienias z 1.2 pod maską robi przypał 740i, bo objeżdża bunię jak chce, i nie zasłaniajcie mi się tutaj masą xD
Przygotowuję tutaj mały wykład, update po południu/wieczorkiem :)
Dopowiem tylko, że 3.7 v6 jest całkiem dobrym i dość dynamicznym silnikiem który też był montowany w mustangach 5. To v6 o którym mówisz to 4.0. Sam takiego posiadam, ale nie kupowałem go żeby ścigać się spod świateł. Mi 0-100 w 7-7.5s w zupełności wystarcza. Może na tle pozostałych silników z oferty nie jest najmocniejszy, ale małym i chujowym bym go nie nazwał.
O malych i chujowych silnikach to pisalem w odniesieniu do innych marek, gdzie można kupic jakieś 3 cylindrowe silniki o pojemności kartonu z mlekiem i do tego z turbiną, ale ten 4.0 to nie jest jakiś cud motoryzacji. W stangu jednak spodziewałbym się czegoś więcej, autocentrum podaje ponad 8 sekund do setki, ten 3.7 był na końcu listy i faktycznie daje rade, ale te 4.0....co kto lubi. No, ale nie o to chodziłlo w tamtym poście żeby napiętnować 1 silnik, gdy reszta daje rade tylko właśnie skupić się na tej reszcie pomijając jeden niewypał, żeby 1.9 tdi je objechał to trzeba by go sporo pomodzić i jeździć z cysterną gnojowicy, a do tego można wyjebać lusterka, bo i tak nie będzie nic widac przez czarny dym ;) a jak porównać burgery lat 90 do golfa 3 czy jakiegoś paska no to kurwa xD
Japierdole, czy osiągi to jest wszystko? Taki Modular w CV czy MGM ma te 210 koni i sobie spokojnie napędzą tę budę wydając z siebie kurewsko przyjemne dźwięki, a kierowca płynie sobie na kanapie o nieskończonym komforcie i ma wyjebane, że jakiś ricer w pomodzonym Golfie III go wyprzedzi na odcinie. Te samochody nie zostały stworzone do zapierdalania, tak samo jankowe SHO, to po prostu wzmocniona wersja w chuj normalnego i nudnego auta jakim jest Ford Taurus. No i pierdolenie, że co ma ten Ford czego nie ma jakiś Passat czy coś. Serio? Przecież jak ja zobaczyłem to auto w środku i jak ono jest naszpikowane jakimiś pojebanymi rzeczami, to mi szczena opadła. Tam są rzeczy, o których nawet nie myślałem, że mogą być w aucie. Tak samo sprawa się ma w full size'ach, oczywiście w tych na wypasie, bo taka podstawowa CV wiele nie ma (poza komfortem, a to dla mnie wystarczające). Przecież jak se znajdziesz pierwsze lepsze zdjęcia środka jakiegoś Caprice'a Classic, to tam jest tyle przycisków, przełączników, że to można kurwicy dostać. Przez rok nie dojdziesz co jest co, wszystko jest w prądzie, cuda na kiju, których auta europejskie we wczesnych latach 90tych w ogóle nie miały w ofercie, a jak miały, to były to 7er czy S-klasse, które kosztowały 4x tyle, co taki Chevy.
Może i się mylę i janek mnie wyjaśni, ale auta typu camaro, mustang, charger, challenger itp to auta do zapierdalania i dawania frajdy z jazdy (zazwyczaj to nie jest rozłączne, ale fakt są wyjątki). Generalnie piłem do posta mastera o osiągach - wg mnie sa zajebiste jak na swoje czasy i tyle, a jak się zdarzał jakiś słabszy silnik to nie skresla to modelu, bo nic co kosztuje normalne pieniądze nie zaczyna gamy silnikowej od samych perełek robiących setkę poniżej 6 sekund czy tam 5 sekund.
Fakt, nie sprawdzałem na autocentrum tylko na innych stronach. 4.0 cudem na pewno nie jest, niewielka moc ze swojej pojemności i spore spalanie (mój obecny rekord przy bardzo dynamicznej jeździe to 40/100). Jeżeli ktoś miałby wybór między 3.7, a 4.0 to na pewno 3.7 będzie lepsze. Osobiście planuję za jakiś(w miarę niedługi) czas wymienić na v8, ale bardziej ze względu na dźwięk niż moc. Co do tego, że są to samochody do zapierdalania to się nie zgodzę, nawet v8 które są lepsze pod każdym względem mają chociażby zawieszenie i hamulce które moim zdaniem eliminują możliwość zapierdalania(chyba, że po równej i prostej drodze). Ale frajdę te samochody dają niesamowitą :D
No właśnie Mustang z założenia nigdy nie był autem sportowym, a normalnym, tanim coupe dla każdego Amerykanina. W sumie do dzisiaj tak jest, auto jest tanie i dostępne dla normalnie zarabiającego Burgera. Teraz zrobiło się zdecydowanie bardziej sportowe, ale pierwsze generacje takie nie były.
Sportowy Ford to GT, sportowe Chevy to Corvette. Camaro czy Mustang to zwykłe auta, tak jak np. Audi A5 albo BMW 4, ale nie w wersjach RS czy M, a zwykłych.
No właśnie taki Mustang czy jego konkurent Camaro to nie do końca, a przynajmniej nie od początku i nie z założenia. Właśnie o tym piszę (i przypadkowo wyjebałem pół posta xD)
To co, chcesz mi powiedzieć, że taki góral może zacząć pierdolić takie głupoty mając raptem promil z kawałkiem w wydychanym? :hmm
Z resztą, do sho wsiadłeś zaraz po tym, jak przyjechałem, jeszcze na trzeźwo, i już wtedy się jarałeś jak w nim się siedzi, łojezu jaka kanapa, mame chodź zobacz xD A po tym, co i jak Ty gadałeś po pijaku, to miałem wrażenie, że byś dla mnie obciągnął jakbym Ci to sho dał poprowadzić :kappa
Nie wiem czy podobnie jest za granicą, ale u nas utarło się jakieś chyba jeszcze peerelowskie przekonanie, że jak auto wygląda lepiej od poloneza caro, a jeszcze - nie daj boże - ma tylko parę drzwi i duży silnik, to musi zapierdalać. Bo tak! I śmiech, bo ło kurwa, 5 litrów 200 koni, hahahahahhaha xDDDDDDD Bo kiedyś takie 8 garów to Polak widział tylko w becie Mpower albo jakiejś dojebanej S klasie i tylko do tych samochodów przychodzi mu na myśl porównać amerykański krążownik.
A np. ten osławiony Mustang, to kurwa nigdy nie było auto w pełni sportowe, lol. Przecież to taka amerykańska Toyota Celica - z założenia dwudrzwiowe coupe dla ludu, które mogło dać trochę frajdy z jazdy. Przecież ten samochód obrósł taką legendą, bo oprócz tego, że był fajny, to BYŁ, KURWA, TANI xD Bo byle Johnny mógł sobie pójść do salonu i kupić takiego Stanga, jak dzisiaj Fabię może kupić każda babka robiąca etat na kasie :kappa Przyjemnie wyglądający, fajnie jeżdżący, tani w utrzymaniu samochód i to wszystko. A że dla nas to nie jest tanie, bo wpierdala dużo wachy, to już inna bajka i chyba powinniśmy raczej płakać nad tym, że żyjemy w takim biedackim kraju i 2,5 litra to dla nas duży xD silnik (ja pierdolę, jak na pierwszą furę wziąłem galanta 2.5 V6 to wszyscy dookoła pukali się w czoło a dla kolegów w Twingo i Golfach byłem niczym jakiś bóg motoryzacji), niż śmiać się z 200 koni z 5 litrów, bo te silniki były dokładnie tym, czy dla nas jebane 1.9 tdi - miało długo jeździć, mało palić i być trwałe. Mój modular wygląda w środku, jakby miał nalatane 100k km, a ma na liczniku 324k mil, to jest pierdolone 521k km, a licznik zatrzymał się u któregoś z poprzednich właścicieli; człowiek, od którego go kupiłem nie wiedział, kiedy on stanął, gdzie sam jeździł nim 2 lata po kilkadziesiąt km dziennie, także ponad 600k km gładko. Po takim dystansie i 23 latach eksploatacji poddała się oryginalna upg ;p
Były oczywiście jakieś dojebane wersje tych samochodów - usportowione, z wyższą mocą, wyższym momentem, wyższymi przełożeniami w skrzyniach i mostach (a to jest piekielnie istotne i o tym zaraz), które były tymi sportowymi wersjami i zapierdalały, ale z jakichś Camaro SS czy Stangów Bossów lub Mach1 już nikt się nie śmieje, tylko ludzie biją do nich konia, jak do tej bekowej Eleanor 67.
Możemy pojechać na przykładzie mojego Thunderbirda, bo on idealnie wpisuje się w temat: 4.6 V8, hehehehe 205 koni, 360nm, 8,5s do setki xDDD Kurwa, coupe z V8 i 0-100 w 8,5s looooool. A to też nigdy nie było i nie nie miało być stworzone do zapierdalania. Nie nazwałbym już tego luxury coupe, bo plastiki w środku były takiej jakości, że jak z dziewczyną zjeżdżaliśmy sobie z trasy do lasu, to wskakiwaliśmy na tył, bo z przodu podłokietnik grał tak, że o ja pierdolę xD A wyposażenie to już srał pies (chociaż nie wiem czy w 95 roku miałeś w każdym passacie automatyczną klimę, tempomat, full elektrykę, czyli szyby, lusterka, regulację lamp, foteli w kilku płaszczyznach i jakieś inne światła "odprowadzające do domu" + jakieś inne pierdoły, których nawet nie sprawdziłem), ale tym się po prostu inaczej jeździ, niesamowicie komfortowo.
Mojego tbirda odstawiłem wiosną zeszłego roku i od tego czasu właściwie go nie ruszałem. Jak niedawno pojechałem zobaczyć to 3.8 SC, to coś lekko w środku drgnęło, jak go zobaczyłem, ale kiedy otworzyłem drzwi i wsiadłem do środka to pomyślałem tylko "o kurwa, czemu ja nie robiłem tego samochodu". Skoro SHO wydało Ci się takie wygodne, to z głupiego Tbirda nie chciałbyś wysiąść, a to jest nic przy prawdziwych road yachtach...
Nie wiem jak było w latach 50, kiedy model debiutował, ale możemy posilić się przykładem z 68 roku, bo akurat jest na wiki:
Silnik gigantyczny, moc spora, ale generalnie to jak na pojemność niewielka, gigantyczny moment obrotowy. Pomijając masę (a ta była spora), to powinno się to jakoś przecież odpychać, nie? A to miało ponad 10s do setki, może i nawet ponad 11, nie pamiętam, loooooooooool, 7 litrów i wyjaśnia go litrowa skoda xDDDDCytuj:
Silnik
V8 7,0 l (7026 cmÂł), 2 zawory na cylinder, OHV
Układ zasilania: gaźnik
Średnica cylindra × skok tłoka: 110,74 mm × 91,19 mm
Stopień sprężania: 10,5:1
Moc maksymalna: 365 KM (269 kW) przy 4600 obr/min
Maksymalny moment obrotowy: 651 Nâ˘m przy 2800 obr/min
Sęk w tym, że to miało być zajebiście wygodne auto do przyjemnego połykania kilometrów na trasach, a nie do tryhardu z młodymi gniewnymi. Maksymalny moment dostępny przy 2800 obrotów + długie przełożenie w skrzyni i moście i możesz zapomnieć o osiągach nawet, jeśli pod maską gra siedmiolitrowa orkiestra.
Długie przełożenia ucinają osiągi, ale pozwalają jeździć na niższych obrotach przy wyższych prędkościach, dzięki czemu jadąc sobie do roboty autostradą 75mph, jak gubernator przykazał, masz na obrotomierzu 2k rpm i delektujesz się delikatnym pomrukiem, a nie rykiem i cieszysz się jazdą. A jak chcesz wyprzedzić jakiegoś dumbassa wlokącego się przed Tobą 65mph, to delikatnie dajesz gazu i auto reaguje momentalnie, bo niuty dostępne masz od razu, a nie przed czerwonym polem jak w jakimś ryżowozie.
Te samochody zawsze były dokładnym przeciwieństwem tryhardu, to nie były auta sportowe. W takim samochodzie masz głęboko w dupie gnojków, którzy chcą się z Tobą ścigać swoimi zabawkami.
Same przełożenia w mostach zabijają w nich osiągi. Nie jestem nawet pewien, ale u mnie jest coś od 2,21 do 2,73; zmieniając przełożenie na najbardziej wg środowiska optymalne 3,73 urywam ponad 0,5s do setki. U nas to kosztuje majątek, bo żeby to zrobić dobrze, musiałbym wydać ponad 5k pln, ale dla randomowego Georga kilkaset $$ za taką poprawę osiągów to są śmieszne pieniądze. A jak chcesz zapierdalać, to wrzucasz dyfer 4,10 + konwerter z wysokim stall speedem (im wyższy stall speed, tym wyżej możesz wkręcić obroty, zanim konwerter zacznie przekładać je na skrzynię, np przy stall speed 3500 możesz rozkręcić silnik do około 3500rpm, zanim zaczniesz palić gumę i stracisz przyczepność, czyli, w skrócie, możesz efektywnie startować z wyższych obrotów) i po prostu katapultujesz samochód ważący ponad 1700kg i mający raptem 200 koni, bez dotykania silnika.
Przejdźmy do fbody, czyli konkurencji Mustangów, bo śmiałeś się kiedyś z 3genów, bo 5.0 170 koni xDDD auto wygląda jak rakieta i ponad 8s do setki xDDD
http://i63.tinypic.com/25ul75k.jpg
Ładny stock, żebyś mi czasem nie pierdolił, że manipuluję zdjęciami xDD bazowo (pomijając v6) z tym niesławnym 5.0 tbi
Ale 5.0 tbi to tylko jedna z opcji, raptem 35 koni mocniejsze 5.0 tpi jest o sekundę szybsze, z resztą to i tak jedne z opcji; model/ 0-60 / czas na ćwiarę:
3geny to 1982-1992, pozostałe dla ciekawostki.Cytuj:
1967 Chevrolet Camaro SS-350 8.0 15.4
1969 Chevrolet Camaro ZL-1 5.3 11.68 (Book:Ultimate Performance Cars '05)
1972 Chevrolet Camaro Budget GT 10.5 17.6
1972 Chevrolet Camaro Luxury GT 9.8 17.2
1972 Chevrolet Camaro Z28 7.5 15.5
1974 Chevrolet Camaro Z28 8.1 15.4
1975 Chevrolet Camaro 350 11.0 17.4
1975 Chevrolet Camaro RS 8.5 16.8
1982 Chevrolet Camaro Z28 9.7 N/A
1983 Chevrolet Camaro 9.5 17.5
1983 Chevrolet Camaro Z28 H.O. 6.7 15.0
1984 Chevrolet Camaro Berlinetta 9.3 17.0
1985 Chevrolet Camaro Berlinetta 10.0 17.0
1985 Chevrolet Camaro IROC-Z28 7.0 15.2
1987 Chevrolet Camaro IROC-Z 6.6 14.9
1987 Chevrolet Camaro IROC-Z L98 6.8 15.3
1988 Chevrolet Camaro IROC-Z 7.0 15.5
1990 Chevrolet Camaro IROC-Z 5.8 14.4
1990 Chevrolet Camaro Z28 6.5 15.0
1992 Chevrolet Camaro Z28 6.7 15.2
1993 Chevrolet Camaro V-6 9.0 16.6
1993 Chevrolet Camaro Z28 5.8 14.4
1994 Chevrolet Camaro Z28 5.7 14.2
1994 Chevrolet Camaro Z28 Conv. 6.2 14.5
1995 Chevrolet Camaro Z28 5.7 14.2
1995 Chevrolet Camaro 3800 7.4 15.7
1996 Chevrolet Camaro Z28 5.7 14.1
1996 Chevrolet Camaro Z28 SS 5.3 13.8
1998 Chevrolet Camaro Z28 5.2 13.7
1998 Chevrolet Camaro Z28 SS 5.2 13.6
I jeśli śmiejesz się, że można było wypuścić taki samochód z takimi osiągami, to równie dobrze możesz cisnąć bekę z takiej np. Toyoty, bo oferowała Suprę (wydaje mi się sensownym konkurentem dla fbody, gabarytowo trochę mniejsza, o podobnej masie i przeznaczeniu)
http://i64.tinypic.com/1zv63xi.jpg
która wyglądała jak rakieta, a była wolna - bez turbo MIAŁA LEDWO 200 KONI I... 8.8 DO SETKI >W MANUALU< ahahahahahahahahaha ale beka hahaha Supra prawie 9 sekund do setki xDDD
i takich przykładów było więcej, nie chce mi się ich już tutaj wypisywać, skoro Ty i tak masz wyjebane, a każdy chyba rozumie, w czym rzecz :kappa
Wracając do 3genów fbody, to, w przypadku Pontiaca, po drugiej stronie skali stoi Trans Am GTA z 5.7 V8 245km, z czasem 0-100 w granicach 6-6,5s (a topowe Camaro były szybsze, Supra 3.0 Turbo 6.3 w manualu, huehuehue)
http://i65.tinypic.com/apjrcn.jpg
I oczywiście słabo wygląda takie 8s+ 5.0 TBI w wizualnym pakiecie TA, ale jak komuś nie przeszkadza, że ma samochód "wyglądający jak rakieta", a objeżdża go porobione seicento (a to też jest z dupy argument, bo jak dobrze sejaca porobisz, to i lambo objedziesz, masa jest tutaj kluczowa), to już jego sprawa. Nie ma co tutaj cisnąć beki z GM czy amerykańców w ogóle, bo równie dobrze można śmiać się z BMW, że można było kupić e46 coupe z jakimś śmiesznym 2.0 i w mpaku, albo e24, które nie było 635 CSi i do setki przyspieszało w 10 sekund.
Ja sam 5.0 tbi biorę pod uwagę tylko dlatego, że jest ich u nas na rynku najwięcej, a za "niewielkie" pieniądze można im te osiągi naprawdę znacząco poprawić.
Z resztą, poza erą malaise, o której zaraz, to naprawdę niewiele jest przykładów aż tak dużych rozbieżności między pojemnością a mocą w porównaniu do Europy i Japonii, szczególnie, jeśli przeskoczyć już do lat 90. Ford jeszcze klepał te śmieszne 5.0 200 koni do 93 roku chyba - przynajmniej w stangach, później wchodzi 4.6 mające bazowo chyba 215km, do 99 roku moc wzrasta do 260km i ten bekowy, "najgorszy" mustang w historii robi setkę w 6.6 sekundy, z czterobiegowym automatem pożerającym około 15% mocy - no kurde, źle? Gdzie nadal to było zwykłe SOHC, którego remont kosztuje tyle, co diagnoza V8 od BMW xD (I Ford to akurat osiągami najgorzej stał, bo w 99 roku GM miało już LS1 w Vettach, Trans Amach i Camaro, które w topowych wersjach robiły 0-100 poniżej 5 sekund)
W 95 roku ten sam silnik - 4.6, ale już DOHC, w Lincolnie Mark VIII (ponad 5.2m długości i 1700kg) rozpędza tę budę do setki w 7.5 sekundy. Nie bardzo wiem, z czym po naszej stronie Wielkiej Kałuży to porównać, bo S klasa W140 waży ponad 2 tony i z podobną mocą ma 8,5 do setki, więc niech będzie E38 740i i A8 D2 4.2 V8; beta 7.4 do setki, Audi 7.3 - w Quattro. No kurwa, drą ryja te amerykańce, a nic nie jadą :hmm
W erze kryzysu paliwowego, którą Amerykanie sami nazywają malaise, a która trwała jakoś od 73 roku do połowy lat 80, koncerny motoryzacyjne dostały od rządu po dupie pojebanymi ograniczeniami emisji spalin i to właśnie wtedy zaczęła się prawdziwa jazda, bo niektóre siedmiolitrowe Big Blocki zaczęły mieć po 200 koni xD Ale jeśli masz gamę samochodów, które ważą po 2,5 tony i lepiej, a więc do przemieszczania się - w ogóle - potrzebują dużego momentu obrotowego, to taniej jest wymyślać dla nich od zera mniejsze silniki, które sprostają popierdolonym restrykcjom ekonomiczno-emisyjnym czy wziąć to klepane od kilkudziesięciu lat 5-7 litrów i zmniejszyć mu stopień sprężania, ograniczyć dopływ powietrza i paliwa + dorzucic katy, EGRy i inne chuje muje, żeby to wpisywało się w wymagania? Czy może zmieniasz całkowicie gamę oferowanych samochodów w nadziei, że społeczeństwo przesiądzie się z sześciometrowych road yachtów na volkswageny? xD
Po tym wpierdolu amerykańska motoryzacja zaczęła się podnosić dopiero na przełomie lat 80/90 (w 89 roku Thunderbird 3.8 SC robił setkę w 6,9 sekundy, trzylitrowy Taurus SHO tak samo, ehhhh, ale bym kupił takie z początku produkcji...)
chociaż i w międzyczasie hamburgery z pomocą McLarena potrafiły wypuścić takie potworki jak np. Buick GNX:
:)Cytuj:
It was so powerful that Buick underrated the performance of the monstrous GSX to 276 horsepower and 360 lb-ft of torque to avoid tarnishing the Corvetteâs image as GMâs flagship sports car, despite being quicker than the C4 Vette. Incredibly, the Buick GNX was able to blitz the quarter-mile run in 12.7 seconds at 113.1 mph which put it in supercar territory, beating the Ferrari F40 by 0.3 seconds. With a 0-62 mph time of 4.6 seconds, the only car that was faster than the GNX at the time was the legendary Lamborghini Countach. Effectively, Buickâs black beast was the Dodge Demon of its time, even if it wasnât allowed to do wheelies.
I w sumie to całe to moje pierdolenie można zamknąć w kilku słowach: "masa, rok produkcji (a więc technologia) i oczywiście cena (bo za odpowiedni hajs to i z ciężarówki zrobisz sprintera)". A jak ktoś się śmieje, że dzisiejszym flotowcem z 2.0 tdi po programie objeżdża mustanga z lat 80 czy 90, to równie dobrze może się śmiać z debili w w/w E38 z V8. Bo ich też objedzie. I na chuj wam to paliwożerne V8, loooool xDDD
A debile w E38 korzystają w tym czasie z auta zgodnie z jego przeznaczeniem, czyli siedzą wygodnie w fotelu, delektują się brzmieniem silnika i w dupie mają pajaców na drogach, którzy próbują zgrywać kozaków w swoich Skodach Rapid :)
O gurwa Janeg, ale to jest szacunkowy post. Dokładnie tak to wygląda, co ja bym dał za dobre 5.0TBI do 20k, kuuurwa. Ale i tak wolę CV, jakby ktoś miał przerobionego PI na cywilkę w dobrym stanie z gazem za 20k (wiem, była taka rok temu, nawet tutaj wstawiana XD), to na 95% ją biorę.
witam,jestem troche nowy into motoryzacja,szukam czegos na 1 auto. moje wymagania przede wszystkim:
- kwota max 5000-6000 mysle
- raczej benzyna no ale jesli bedzie cos fajnego w dieslu to tez spojrze chetnie
- malo awaryjne,zebym nie pakowal co chwile kasy w to
- spalanie zeby bylo w normie
- designowo zeby nie wygladalo jak multipla i w sumie bedzie dobrze
czekam na jakies odpowiedzi i przy okazji argumenty dlaczego to tez by byly spoko
dzieki wielkie cheers;)
Ale dobre 5.0 tbi powinieneś do 20k dostać.
Dozbieraj do 8000 i powinieneś znaleźć seata leona. 3 lata tym autem i jedyne co zrobiłem to silniczek od szyby bo w zimie jak opuściłem to się już nie podniosła :D Facet, który go ode mnie kupował mówił, że miał to auto już wcześniej i nic w nim nie zrobił, dlatego szukał ponownie na jakieś dojazdy gdzieś itd.
Właśnie najważniejsze pytanie do czy to 6K to jest max - bo pamiętaj, ze w kupionej używce zawsze będziesz musiał coś zrobić/naprawić ponad standardowy rozrząd, filtry, oleje. Do tego koszty ubezpieczenia, przeglądu, rejestracji. Takie 2 kafle dodatkowe na start to trzeba mieć skitrane.
Civic Ĺwietny samochod, niestety problemy z blacharka i wiÄkszoĹÄ egzemplarzy juĹź zajechanych, co do Leona to jeden jeĹşdzi i nic nie robi, mĂłj brat w Leona swojego co chwilÄ Ĺaduje kasÄ, co prawda sporo jeĹşdzi ale ciÄ gle siÄ coĹ pierdoli, skrzynie wymieniĹ juĹź druga.
MoĹźe jakieĹ polo/ibiza/, Toyota Corolla, Yaris jak chcesz coĹ mniejszego i mniej awaryjnego
Cordobe za te pieniÄ Ĺźki teĹź moĹźna byĹoby 2002r + wyglÄ d moĹźe niespecjalny ale sporo egzemplarzy ujezdzanych przez starsze osoby w dobrym stanie
A4B5 to nie jest najlepsza opcja, bo dobrej sztuki za 5-6k nie dostaniesz, a inwestycje w to auto mogą szybko podwoić kwotę zakupu. Ładne B5 to tak 8k wzwyż i to dalej nie jest pewne, że w ciągu roku nie wsadzisz 2k, a co to jest 2k, dwie wizyty u mechanika na coś więcej niż sam olej. Mając 6k szukasz auta za 4k maks i to takiego, gdzie nie ma się co zjebać i naprawy są tanie. 80tka to dobry wybór, sensowne egzemplarze już od 3k się zaczynają, idealne nie będą, ale na pewno blacha się będzie trzymać bdb i nie będziesz się o nią musiał martwić, części są w cenie czteropaka i mało tam jest rzeczy do zepsucia się. Prowadzi się to bardzo przyjemnie, jest cicho nawet przy 140km/h, zbiera się świetnie przy 90 koniach, a możesz ich mieć zawsze ciut więcej albo 1.9TDI z dobrym momentem obrotowym. Wygodne fotele, świetna jakość wykończenia wnętrza - ogólnie auto kompletne, nie ma słabych stron, serio, nie można nic mu zarzucić. Jak się kupi dobry egzemplarz, to będzie służył długo i za niewielkie pieniądze.
Poza tym bym spojrzał na Peugeoty 106 i 306, no i oczywiście Citroeny Saxo, bo to jest to samo co 106. Jest tych aut mało, ale ceny śmieszne, blachy świetne, usterkowość bliska zeru, sensowne koszty części. Jak belka będzie dobra, to nie będzie kosztownych napraw, a belka to i tak około tysiąca złotych, a więc nie jakieś kokosy. 306 to baaardzo wygodne auto, nawet 106 ma super fotele, a co dopiero większy brat. Ciężko coś znaleźć, jest ich mało, ale jak już dorwiesz dobrego, to nic tylko trzymać. Pojawiają się naprawdę wypasione wersje w dobrym stanie w cenach poniżej 4k, a masz tam np. klimę i często silnik 1.6 i większy, a to już jedzie nieźle.
Yaris to również dobra opcja, ale masz trochę mało kasy na dobrego, bo 6k musiałbyś za samo auto dać. Jest jednak szansa, że dostaniesz coś, w co nie będziesz musiał nic wkładać. Rozrząd na łańcuchu, totalnie bezawaryjne silniki, dobre materiały wewnątrz, zero problemów z elektryką, całkiem sensowne blachy (nie jest to 80tka czy Peżot, ale solidnie i to bardzo). Na pierwsze auto jest genialne, wszędzie wjedziesz, poczujesz dobrze auto, bo ma krótkie zwisy, łatwo nim manewrować, wysoko się siedzi i widoczność przez duże szyby jest genialna.
Civic oczywiście jest opcją, ale problemem jest papierowa blacha. Za 5-6k dostaniesz ładnego VI gen.,, ale nie oczekuj, że długo pozostanie taki ładny. Do tego Hondy mają jednak tendencje do psucia się częściej niż Toyoty (przynajmniej porównując Civica z Yarisem czy Corollą E11), ale i tak to jest topka niezawodności, a więc to zależy jak się trafi, bo często były one katowane przez małolatów, gdzie taka Yariska raczej na pewno nie. Ja bym Hondę olał, no chyba, że serio masz coś bardzo ładnego i pewnego, wtedy jak najbardziej, ale przygotuj się na rdzę już po tej zimie (o ile nie ma jej już teraz).
@Valghor ;
o kuwa Janeg chce spuścić baze torga xD
za 6k to ja bym patrzył pancerną octawieI z silnikiem 1,6 tylko tym mocniejszym 100 konnym
A ja od siebie polece peugeota 206.
Wedlug mnie powinienes odpuscic auta marek premium w budzecie 6 tys zl.
Kup jakiegos mieszczucha w ktorym koszty eksploatacji beda niskie i bedzie on mozliwie najmlodszy.
Tu duzo osob bedzie Ci polecac wlasnie baardzo stare auta pokroju audi 80 ale wedlug mnie to zly wybor na pierwsze auto. To juz lepiej jakiegos vw polo poszukaj jezeli nie ufasz francuskiej motoryzacji.
Opel astra II tez niczego sobie auto, a w 4 osoby juz pojedziecie gdzies w razie potrzeby.
To jest opcja, MPI już z gazem kupić i można śmigać. Bardzo duże auto, spoko blacharsko (choć potrafią zgnić mocno i w tej kasie może być średnio) i bardzo tanie w obsłudze.
@Wyso52 ;
206 okej, uważam, że 106 i 306 są dużo lepsze, ale 206tek jest dużo i łatwiej coś kupić. Jak belka była robiona i ogólnie zadbany, to tak samo jak inne Pugi - będzie okej. Trzeba zwrócić trochę uwagę na rdzę, bo bardziej je lubi, ale bez tragedii.
Natomiast Audi 80 to jest idealne auto na pierwsze i nie wiem dlaczego uważasz inaczej. Szczególnie w tej kasie, a na dodatek na nim najłatwiej się nauczyć jak auto jest zbudowane i jak je samemu obsługiwać i naprawiać. Jeździ się nim lepiej niż takim Pugiem 206, dużo lepiej, szczególnie na dłuższe trasy, gdzie 206 przy 110 na godzinę jest głośne w środku, w Audi dopiero powyżej 150 jest podobnie, a kto takim autem lata powyżej 140. Dodatkowo ma te słynne blachy, pancerne silniki, nie trzeba się martwić o nic praktycznie jak się dobrze kupi. Jeśli to nie jest idealne auto na pierwszy wóz (i w ogóle), to nie wiem co jest.
PS Polo jest praktycznie w każdej kwestii gorsze od 80tki. Rdzewieje, jest mniejsze, dużo mniej wygodne, gorzej się prowadzi, gorzej wygląda, ceny części w sumie takie same, usterkowość podobna lub wyższa. Gdzie przewaga, w roczniku? O ile, o te 5-6 lat? A co to zmienia, gdy auto ma i tak minimum 17-18. Przewaga młodszego auta jest jak mamy np. furę z 2009 roku i 2014. Wtedy to jest różnica kolosalna, podobnie jak 2016 i 2010 itp. itd. W przypadku aut pełnoletnich (a więc mowa już o 2001 roku) nie ma to znaczenia, wtedy liczy się tylko stan auta i to, co sobą reprezentuje model. Za 6k może mieć Punto II nawet z 2002 czy 2004 roku, ale czy warto? Nie, bo taka 80tka będzie w każdej jednej możliwej kwestii lepsza. @Valghor ;
Jakby co i jesteś z okolic Śląska to 206 w dieslu ma moja siostra na sprzedaż. Kupiła nowe auto pol roku temu i ta 206 stoi, czasem ktoś z rodziny ja pożyczy jak potrzebuje auta zastępczego. Siostra nie ma czasu jej wystawić na jakimś otomoto na sprzedaż. Plus taki, że moja siostra jest trochę powalona i praktycznie tym autem nie jeździła, za to jak miałybyc jakieś naprawy to robiła je za sporo hajsu w profesjonalnych warsztatach. Jakby co to możesz pisać pw. Mnie się tym autem spoko jeździło zawsze, ostatnio go używałem przez 2 miechy jak byłem między zmiana auto na nowe.
dziekuje za przydatna odpowiedz, szczerze to jestes kolejna osoba ktora wlasnie poleca mi to audi 80, i dzieki ze rade ze skoro budzet 6000 to auto do 4000 - bede pamietal
i poki co wlasnie audi 80 jest na 1 miejscu,najbardziej zalezy mi wlasnie zeby dlugo jezdzic nie pakujac w to kasy,czekam jeszcze na jakies wypowiedzi, a co do peugeotow to tego tyle u mnie w miescie jezdzi ze rzygac sie chce,wszedzie albo 206,207 albo wlasnie 306,blah,lubie sie czasem wyroznic z tlumu ^.^
@edit
a jesli juz to jaki silniczek najlepszy w tych audicach? jaki rocznik celowac?
Generalnie kolega nie powiedzial jakie ma wymagania co do auta, w jaki sposob bedzie je uzytkowal. To jest temat ktory wystepuje zawsze przy kupnie auta, albo kupujemy auto mlodsze nizszej klasy, albo troche starsze ale segment lub dwa segmenty wyzej. Jezeli to pierwsze auto to podejrzewam, ze nie bedzie nagle trzaskal tras po 400km, a raczej jezdzil do sklepu/szkoly/pracy wiec wyciszenie przy 120km/h nie bedzie jakims kluczowym argumentem.
Za to jak przyjdzie wymienic mu hamulce, kupic opony, zrobic cos w zawieszeniu utrzymanie mniejszego auta prawie na pewno bedze tansze.
i tu cie zaskoczyc musze, bo planuje juz ze znajomymi jakies fajne trasy nad morze albo w gory,a ze mieszkam w centralnej polsce to tu i tu mam mniej wiecej 300km :D
takze dlugie trasy rowniez to beda - dlatego nie chcialbym auta ktore po drodze sie rozleci.
a tak jeszcze w temacie - honda civic vi,ktos mial,ktos slyszal?
btw fajnie ze mi tak poleciliscie to audi 80 bo juz dawno je obczajalem ale potrzebowalem widocznie waszej opinii o tym autku :D
Jedyną słuszną propozycją w tym budżecie jest... możliwie najtańsze, w zdatnym do jazdy stanie i akceptowalnym dla Ciebie wyglądzie, tak do 2-2,5k max. Serio.
Bo wszystkie te auta, wszystkie co do jednego, to są jebane gruzy. Rzęchy. Szroty, złomy, gówna na kółkach. Dopóki któregoś nie pokochasz, albo przynajmniej nie polubisz, każdy jeden będzie jebaną skarbonką i będziesz pluł sobie w brodę, że przejebałeś na niego tyle hajsu. O ile go wcześniej nie rozjebiesz :)
Nawet jeśli trafiłby Ci się taki w sensownym stanie, co jest bardzo mało prawdopodobne, o ile nie masz kogoś bliskiego, kto naprawdę zna się na temacie i wie jak dobrze sprawdzić auto (wujek rysiek, co to kupił swojego passata 2 lata temu i nic mu się nie psuje, a przy oględzinach gładzi się po wąsie i testowo kopie w opony, nie jest taką osobą), to fakt, że dzisiaj jedzie i nic mu nie jest nie oznacza, że tak będzie za rok. Kupisz zajebistą audiczkę za 6k, po drodze zrobisz jakiś rozrząd, hamulce, światło stopu, a po roku wyjebie Ci się dwumasa, zacznie huczeć łożysko i auto będzie coś słabiej odpalać, więc wypadałoby wymienić świece i przewody. Wiek robi swoje, zmęczenie materiału, po prostu. I z tych wydanych 6k i włożonych półtora odzyskasz cztery, bo nikt nie będzie chciał kupić auta z takimi objawami, więc w końcu się wkurwisz i oddasz komuś problem za śmieszne pieniądze.
A szansa, że będziesz chciał auto zmienić, jest bardzo duża. Bo, sądząc po Twoich jakże kosmicznych wymaganiach, nie wiesz jeszcze czego chcesz od samochodu. A zaczniesz jeździć swoim, zaczniesz więcej jeździć cudzymi samochodami: rodziców, dziewczyny, firmowym, czasem od ciotki pożyczysz, przejedziesz się furą kumpla i możesz dojść do wniosku, że jednak wolisz automat, że jednak chciałbyś rwd, że jednak chcesz coś szybszego, że jednak coupe, a nie jebane kombi, bo nie jesteś trzydziestoletnim smutnym człowiekiem z kredytem hipotecznym i trójką dzieci. Been there, done that. A jeśli nie załapiesz motoryzacyjnego bakcyla, to będziesz chciał od auta tylko jednego - byle Cię nie wkurwiało. A ten rozrusznik, co raz Ci pod marketem powie, żebyś się pierdolił (been there, done that...) będzie Cię wkurwiał już wiecznie, bo strach, że w końcu znowu się na Ciebie wypnie (a chuj wie, jak go tam zregenerowali; coś dłużej ten silnik kręci, zanim odpali czy mi się wydaje????), będzie Cię wkurwiać ta szyba pasażera, która nie chce się opuścić i jak ktoś od tej strony będzie chciał Ci coś powiedzieć, to Ty będziesz musiał albo wyjść z auta xD albo kłaść się na fotelu, żeby otworzyć tej osobie drzwi, a ona będzie musiała wszystko powtarzać, bo Ty chuja słyszałeś xD będzie Cię wkurwiać ta jebana lampka absu, która zapaliła się i nie chce zgasnąć, a przecież wymieniłeś czujnik, wymieniłeś przewody, wymieniłeś wszystko związanego z absem a to pierdolone gówno dalej się świeci!!!!! będzie Cię wkurwiać check engine, który pali się, oczywiście, od zamontowania instalacji gazowej, ale skoro się pali cały czas, to nigdy nie wiesz kiedy dojdzie do jakieś poważniejszej awarii, od skutków której ta cholerna lampka mogłaby Cię uchronić...
Dlatego dopóki nie wyrobisz sobie zdania na temat samochodów i nie ogarniesz się trochę w jeździe, bierzesz kogokolwiek, kto potrafi mniej więcej ocenić czy silnik pracuje równo, czy sprzęgło działa prawidłowo, czy skrzynia chodzi jak trzeba, czy koła się kręcą a auto jedzie jak auto, a nie rozklekotana taczka - czyli kogoś, kto trochę już pojeździł i wie, że jak autem rzuca na boki przy dodaniu gazu, to zrobienie zbieżności tu kurwa nic nie pomoże, i jedziecie oglądać wszystkie najtańsze gówna w okolicy. Corsy za tysiaka, punciaki za półtora, maree za 2 i cieniasy za 700, i bierzesz pierwsze z tych samochodów, na widok którego nie chce Ci się rzygać, które daje się poprowadzić w/w osobie i które swoim ogólnym stanem daje jakiekolwiek nadzieje, że przejdzie następny przegląd.
Gratuluję, właśnie kupiłeś swoje pierwsze auto i zaoszczędziłeś masę kasy, którą możesz odłożyć na kolejnego gruza na wypadek, gdybyś tego rozjebał (a jest zima i polecam z tego skorzystać, to fajne i mądre, a rozjebanie szrotu za równowartość karty graficznej ze średniej półki nie boli tak, jak rozjebanie trzymiesięcznej pensji), którą możesz przejeść, przepić, przebalować, zainwestować w siebie i zrobić sobie dodatkowe wakacje, co jest dużo przyjemniejsze niż szukanie samochodu. Bo, jeśli chodzi o współczynnik przyjemności, to szukanie samochodu można porównać do srania po najostrzejszym kebabie, jakiego w życiu zjadłeś. Przypomnij to sobie i pomyśl, że taki ból dupy będziesz czuł po każdym aucie, które kosztowało w chuj siopy i miało być w dobrym stanie, a okazywało się jebanym gruzem, jak napisałem wyżej. Kiedyś mi podziękujesz, pozdrawiam.
80tkę najlepiej B4 z 90 konnym 2.0. Idealnie lubi się z gazem i jest pancerny, dynamiką też nie odstrasza. W 4 osoby z bagażami będzie ciężko, ale w tej kasie nic lepszego nie dostaniesz. Za te 4k powinieneś dostać dobry egzemplarz, ale miej na względzie, że te 1k na wejście w niego wsadzisz, chociażby na rozrząd, bo jednak rzadko się zdarza, że ktoś sam go robił i ma na to dowód. Sam rozrząd to 100 zł, wymiana w zależności od warsztatu, ale do tego dolicz płyny i wychodzi te 1k mniej więcej. Jeszcze jakieś pierdoły mogą wyjść tu i tam i się kumuluje. Niemniej jak wsadzisz w dobre B4 2k, to masz pewność, że już długo nic nie będziesz musiał inwestować, bo wymienisz pół auta. Zawieszenie jest bardzo proste i tanie w naprawie, hamulce jak hamulce, w silniku prawdopodobnie nie będziesz musiał nic dotykać poza płynami, może jakiś termostat czy czujnik za 50 zł, to zawsze może siąść. Najważniejsze żeby silnik był zdrowy i buda, na stacji diagnostycznej dowiesz się wszystkiego o zawieszeniu i hamulcach, diagnosta powie ci ile by kosztowała ewentualna naprawa, sprawdzi ci wycieki itp. itd. Nie musisz nawet do mechanika jechać, ale zawsze warto jak masz kogoś ogarniętego, kto dobrze prześwietli auto.
O Civicu VI już ci napisałem @Valghor ;
@Astinus ;
Ale Janek, 80 to nie SHO, tam nie ma problemu z szybami, które się nie opuszczają, z check enginami itp. itd. Tam po prostu prawie nic nie ma i dlatego to jest dobry wybór. Po co ma kupować zajechanego gruza za 1k, który może w ciągu miesiąca wymagać drugiego tysiaka żeby w ogóle jeździł, jak może kupić dobre Audi i się nim pocieszyć przez dwa lata albo i dłużej? Nie będzie go to auto wkurwiać na pewno, jak dobrze kupi i zainwestuje trochę siana, to będzie miał pewne auto. Jasne, zawsze coś się może wysypać na drodze, bo zmęczone po ponad 20 latach, ale to i pięcioletnie auto może, tego nie przewidzisz. Dobry mechanik z dużą dozą pewności powie, czy takie Audi 80 klęknie z takiego czy innego powodu, bo tam po prostu prawie wszystko jest na wierzchu i widać co i jak. Wiadomo, do wszystkiego nie wejdziesz, ale jak nie będzie się grzało, nie będzie żarło jakichś pojebanych ilości oleju (mój żre 1l/1000km, powiedzmy, że normalne ilości to tak do 200-300ml/1000km), to będzie ok, bo resztę sprawdzi stacja/mechanik.
Janek wyjaśnil, dzięx
Valghor, civici są świetne, mex o nich pisał, dwie główne wady to rdza i nieodpowiednie traktowane przez poprzednich właścicieli. Mówiąc szczerze też myślalem o 80, czy nawet golfie 3/4, co prawda golfa ciezko kupic zeby nie był złożony z 20 innych, ale utrzymanie takiego golfika to o ja pierdole xD wszystko proste, tanie, każdy mechas sobie z tym poradzi, od siebie radziłym żeby auto miałą jakąkolwiek klimę, co by nie zdychać wiosna/latem/jesienia. ktoś polecał octavke z 1.6mpi i to tez byłby dobry wybór, generalnie auto z przełomu lat 90 i 00, plus minus pare lat. sam jeździlem galantem, którego teraz mozna kupic za grosze, i jego jedyną wadą była jebana ruda szmata, poza tym drogi zawias w utrzymaniu (rzadko się go robi, więc no nie ma co się bać), poza tym tam nie miało co się zepsuć, mogło jedynie zardzewieć. Jako pierwsze auto brałbym coś na maksa taniego w utrzymaniu, przy okazji pojeździsz troche to będziesz wiedzieć czego oczekujesz od auta, czy wolisz mniejsze czy wieksze i inne tego typu dylematy, a im tansze auto tym latwiej bedzie je zmienic, bo nie bedziesz musial wrzucac w niego workow piniendzy
edit: kurwa w 1 dzien 2 zajebiste posty janka, kurwa a tu jeszcze 2h do konca :> podpisuje sie pod tym, chuj wie czego oczekiwac od samochodu, jak sie nigdy nie mialo zadnego
co masz na mysli mowiac bedzie ciezko? ze sie nie oplaca w ogole w te 4 osoby jechac gdziekolwiek czy co?
a w sumie wracajac do tego co piszecie to w chuj mi teraz zrobiliscie mindfucka,no bo w sumie co ja moge oczekiwac od pierwszego w zyciu auta,poza po prostu bezawaryjnoscia, i normalnym,przyjemnym jezdzeniem? jak juz wspominalem jestem laikiem co do motoryzacji no ale co - kazdy kiedys musi zaczac, a ze sa madrzejsi tutaj ode mnie to wlasnie chcialbym od was szczerej opinii - co wy byscie zrobili? macie 6000zl,chcecie auta ktore starczy wam na 3-4 lata bez wjebania tam 10000 dodatkowo zeby jezdzic ze znajomymi na wakacje,zeby sie nie psulo wszystko co popadnie? wracajac do audi 80, jakie roczniki patrzec najlepiej i od jakich przebiegow zaczac sie niepokoic? jesli w ogole zaczac sie niepokoic w tej furce
pozdro
@edit
no i jeszcze raz - oplaca sie w koncu to audi 80 czy nie? bo w sumie nie ukrywam ze sie napalilem troche na nie,spodobalo mi sie
i w czym najlepiej sie oplaca szukac? oplaca sie deselek? czy po prostu przerobic to w gaz zeby se za grosze na 2gi koniec swiata jechac?\
o kurwa wlasnie obczailem se na youtube ze te audi 80 maja szyberdach,im in love
Podoba ci się 80, bierz ją, ile razy w roku będziesz robił dłuższe trasy?, nie ma co się przejmować, po prostu będziesz się stopniowo rozpędzał bez szaleństw, przeżyjesz.
mysle ze troszeczke bede podrozowal jakby nie patrzec,lubie podroze i duzo w polsce mamy do zobaczenia,moze mam czarne wizje przez pewna francuska marke moich rodzicow, co pojechalismy to alternator,turbina,prawie zatarcie silnika,no kurwa armagedon
jak wyglada spalanie w tych audicach w ogole?