Master napisał
Kurwa jakies 3 miesiace temu zdalem sobie sprawe, ze sie nie nadaje do zwiazkow i chce byc sam. Singiel z wyboru, ale tak serio, ze swojego wyboru nie kobiet. Z roznymi laskami gadalem przez ten czas, z niektorymi sie spotkalem, ale wszystko totalnie bez perspektyw i bez spogladania w przyszlosc. W koncu zaczalem zarabiac jakies spoko pieniadze, ciagle cos robie, bawie sie i jest ogolnie zajebiscie, i jestem szczesliwy. Az tu nagle... kilka dni temu, w zwiazku z zamawianiem i kupowaniem rzeczy do mieszkania, ktore remontuje jebs. Poznalem (chociaz to troche duzo powiedziane) dziewczyne i kurwa bez kitu chyba sie zakochalem.

Pierwszy raz tak serio od kurwa nwm 8 lat gdzies? W sensie tak, ze stresowalbym sie zeby do niej podbic, zagadac (znaczy w sumie cos tam pogadalismy juz, ale to raczej na gruncie zawodowo-biznesowym bym powiedzial), motylki w brzuchu etc., mimo, ze na codzien kompletnie nie mam z tym problemu, a tak wlasciwie to jej jeszcze nawet nie znam xD
W sumie to chuj nie oczekuje zadnej porady ani niczego bo tutaj nie da sie nic poradzic bo i tak wszystko tylko w moich rekach, ale stwierdzilem, ze bumpne temat skoro cos sie w zyciu zmienilo.
Ale zazdrosłem :(((
Ja to mam odwrotnie, nie umiem into życie singla, imprezowicz ze mnie żaden (żeby Wam uświadomić jak bardzo, powiem tylko, że w ostatni weekend pojechaliśmy do kumpla na Kaszuby i stamtąd do Sopotu do koleżanki na domówkę dla 40 osób, a że pognaliśmy na 2 auta i potrzebny był drugi kierowca, dobrowolnie się zgłosiłem na ochotnika-męczennika) i cholernie chciałbym się znów zakochać, ale na razie nie ma chyba na to szansy, bo mi żadna dziewczyna nie pasuje xD W takim sensie, że mogą być fajne, ładne, ale jak nie czuję z miejsca niczego więcej, to mam wrażenie, że nic z tego nie wyjdzie i od razu odpuszczam.
Kochałem w życiu tylko raz - moją pierwszą dziewczynę i to było jak grom z jasnego nieba. Nie od razu miłość, wielkie love itd., ale jak tylko ją zobaczyłem to wiedziałem, że chcę właśnie ją. Wystarczyło jedno spojrzenie i nie mogłem po tym spać, od razu zawróciła mi w głowie. Późniejsze związki były takie trochę na siłę, na zasadzie "no spróbujmy, zobaczymy, może coś z tego wyjdzie" i chociaż nie miałem na co narzekać, to jednak nigdy nie było to to, co za pierwszym razem i po prostu nie chcę już więcej takiej nijakości.
Z jednej strony wiem, że nie ma na co czekać, tylko trzeba próbować, bo takiego zauroczenia mogę nie doczekać się już nigdy, no ale z drugiej strony nie umiem się przemóc, żeby cokolwiek zacząć. Nie wiem skąd takie zniechęcenie u mnie, ale wiem na pewno, że jest to turbochujowe.
Zakładki