Hej, zawsze mnie jakoś ta gra omijała nie wiem dlaczego. Pare razy o niej słyszałem jeszcze przed głośnym Elden Ringiem ale nikt ze znajomych nigdy nie opowiadał o niej ani nie polecał. Czy jest tutaj jakiś fan dark soulsów? Ja przez ostatnie 2 miesiące przeszedłem części 1,2,3 nie grając nigdy wcześniej. Jak ktoś nie grał nigdy to polecam ale dalej możecie nie czytać bo anegdotka będzie dla wtajemniczonych.
Dark Souls-ds.png

o więc zacząłem od jedyneczki, totalnie bez żadnych poradników z neta, i powiedziałem sobie, że jak nie będzie aż tak trudna, to przejdę samemu. No i pierwsza lokacja, na jaką poszedłem, to cmentarz. Szkieleciki były całkiem wymagające, ale z wielką pałą (clubem) padały na dwa/trzy hity. Zacząłem wchodzić w głąb katakumb, cały czas myśląc, że zaraz dojdę do końca i że będzie jakiś teleport. Jeszcze klasę bazową wziąłem deprived, więc bez żadnego armora, tylko z tą maczugą. Oczywiście ginąłem dziesiątki razy, ale co jakiś czas wracałem i robiłem level-up. Praktycznie wszystko pakowałem w siłę, żeby móc szkielety w końcu one-hitować.
Przypadkiem wszedłem do trumny, która była portalem do Nito, i wydropiłem Gravelord Sworda, z którym grałem już do końca gry xD. Miałem już całkiem niezły dmg, więc lajtowo zabiłem tego Titanite Demona i doszedłem do jaskini z pinwheelami — i tutaj kolejne kilkadziesiąt wpierdoli. Dodam, że cały czas miałem bonfire prawie na samej górze katakumb, więc za każdym razem schodziłem na sam dół. Trochę się od nich odbiłem, więc zacząłem eksplorować dalej i znalazłem tego kowala w katakumbach i kolejne ukochane ognisko. Ale dalej miałem poczucie, że jestem za słaby i te pinwheele mnie dojeżdżają, chociaż można je było lurować i przy mojej sile były już na hita.
Poszedłem dalej, zabiłem bossa za tą jaskinią, zszedłem do Grobowca Nieumarłych, gdzie kurwa nie ma światła, a ja nie wiedziałem, że mam latarnię z necromancera. Więc cały grób eksplorowałem na czuja, ginąc jeszcze więcej razy niż do tej pory. W końcu jakoś doszedłem do tej magicznej bariery od Nito i się wkurwiłem, że coś mi blokuje drogę. Zobaczyłem poradnik tylko po to, żeby ogarnąć, jak wrócić (przegapiłem drabinę na samym początku i myślałem, że po tym zeskoku nie da się wracać na powierzchnię, dlatego cały czas schodziłem w dół). Wyszedłem stamtąd i byłem tak wytrenowany, że cała gra była już potem easy.
W dwójce podobnie odjebałem, bo nie czytając, o co chodzi, dołączyłem do covenantu Company of Champions, który zwiększa trudność, moby mają więcej HP o 50% i jeszcze zmniejsza ci dmg o 20%. I ja tak na pełnej nieświadomce grałem. Pursuer mnie tyle razy dojechał, że miałem ochotę płakać. Pokonałem go i stwierdziłem, że coś robię nie tak. Poczytałem coś na necie i dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak Agility i to ma wpływ na rolla, a ten covenant robi z gry hard → ultra hard. Ale potem też było easy, jak już się wytrenowałem na tym wyższym poziomie trudności.

Potem przyszedł czas na DS3 i tutaj zrobiłem sorcerera, plus posiłkowałem się wiedzą z neta, gdzie znaleźć jakieś itemki i w co inwestować. Gra była superłatwa, już nawet nie pamiętam, jacy tam bossowie byli, bo wszyscy padali, oprócz kilku: Abyss Watchers (jakiś moveset mieli, a ja chyba mały level, z 30 prób walnąłem), ten smok, co spamował ataki (porobiony, jak się na glitchu zablokował w miejscu) oraz Frida z DLC (z 50 prób, chyba byłem za słaby i powinno się ją robić po przejściu podstawki). Bo po przejściu podstawki padła po 5 próbie. Ogólnie sorcerer trochę niezbalansowany — przechodzi się grę dużo wolniej, większość bossów pada taktyką „roll do tyłu i strzał”, a paru jest wyjątkowo trudnych.



Teraz jeszcze raz gram w dwójkę ale sorcererem i jest taka łatwa że pierwszych 5 bossów to nawet raz nie padłem... W sumie jeden dzień i już jestem gdzieś prawie pod koniec