[kącik recenzencki] ABiardzka
Chciałabym na samym początku uprzedzić, iż nie piszę recenzji profesjonalnie. Robię to jedynie dla własnej przyjemności. :)
Glen Duncan "Ostatni wilkołak"
http://s.lubimyczytac.pl/upload/book...53/155x220.jpg
Opis z okładki:
Oto mocna, zdecydowanie nowa wersja legendy wilkołaka – hipnotyzująca i niezwykle erotyczna. Jedna z najoryginalniejszych, najśmielszych, najbardziej prowokujących i przerażających powieści ostatnich lat.
Poznajcie Jake'a. Jacke jest wilkołakiem, ostatnim z gatunku. Mimo swoich blisko 201 lat wygląda wyjątkowo dobrze – to wypadkowa diety, ćwiczeń i częstych doznań seksualnych. Choć fizycznie zdrowy, jest dręczony samotnością...
Depresja doprowadziła go do punktu, w którym rozważania o samobójczej śmierci walczą z myślami o zagładzie gatunku i końcu legendy wilkołaka. Jednak brutalny mord i niezwykłe spotkanie pchną go znów w rozpaczliwy pościg, którego stawką jest życie - i miłość.
Recenzja:
Przyznajmy szczerze - to romanse paranormalne trzęsą obecnym rynkiem literatury. Nie wykluczam, iż można wygrzebać z nich perełkę, jednak w większości są to historie przeznaczone dla nastolatek. Dlatego właśnie dojrzalsza grupa czytelnicza omija owe książki szerokim łukiem. Maja po prostu dosyć czytania monotematycznych książek.
Dlatego gdy pewnego dnia przeczytałam recenzję pozycji Glen’a Duncan’a, wiedziałam, że jest to przeciwieństwo wyżej omówionego gatunku. A gdy zapoznałam się z samą książką, nie miałam wątpliwości. Pomyślałam sobie: „Takie książki powinno się pisać! Niesamowite, wciągające, pochłaniające umysł!” Nie muszę chyba nadmieniać, że „Ostatni wilkołak to fenomen książek paranormalnych. Można to wywnioskować po tych kilku zdaniach.
Ponad dwustuletni wilkołak Jake dowiaduje się o zabiciu jednego z ostatnich przedstawicieli jego gatunku. Członkowie MOKFO (Międzynarodowa Organizacja Kontroli nad Fenomenami Okultystycznymi) bardzo skrupulatnie dba o to, aby wilkołaki zniknęły z powierzchni Ziemi. Jake został sam. Jeden. Jedyny. Żyjący przez ostatnie lata w samotności nie zmartwił się tym. Czekał na nadchodzącą śmierć z ręki Grainer’a, syna mężczyzny, którego pożarł kilkadziesiąt lat wcześniej. Jake nie widział sensu, chciał umrzeć. Jednak gdy spotkał przemienioną przed dziewięcioma miesiącami Talullę, widział cel. Musiał ich uratować. W imię miłości.
Pan Duncan zrobił mi niebywałą przysługę, jak i całej czytelniczej społeczności, tworząc, pisząc, postanawiając przelać ten genialny pomysł na papier. Książka prowadzona jest jako prywatny dziennik Jake’a. Jest pełen autokrytyki, metafor, chaotycznych myśli. Złożoność zdań jest naprawdę niebywała (gratuluję Wydawnictwu uzdolnionej tłumaczki), zatem zdarzało się, iż gubiłam się na samym początku czytania, jednak gdy wbiłam się w rytm, szło mi to gładko.
Sama główna postać jest niezwykle barwna. Z początku melancholijne podejście do wydarzeń nudziły mnie, jednak z czasem Jake zaczął odczuwać coś więcej poza rutyną ukrywania się. Mimo okropnych czynów, które dokonał przez ostatnie półtora wieku, odnalazł w sobie masę szlachetnych uczuć. To było piękne, gdy poznał Talullę i odkrył zagubiony sens nieumierania. Poświęcił swoje dwustuletnie życie wyższej sprawie, gdy z początku zamierzał umrzeć wyłącznie dla świętego spokoju.
Dodatkowo sam aspekt wilkołactwa jest inny, niż pamiętam z poprzednich książek dotyczących owego tematu. Tutaj jest to przedstawione jak męczarnie przed przemianą, lata samotności i życia z wyrzutami sumienia po zabójstwach podczas każdej pełni. Gatunek jest opisany bardziej konkretnie, męsko i ostro, niż w pozostałych pozycjach. Dodało to smaczku, dreszczyku na karku oraz mrocznej atmosfery.
Nigdy nie sądziłam, że będę kogokolwiek namawiać, zmuszać, nakazywać, by przeczytał pewną pozycję. Jednak w tej kwestii jest to bezdyskusyjna kolej rzeczy. Chociaż… Inaczej.
Jeżeli chcesz przeczytać coś naprawdę wartościowego, co zapamiętasz na naprawdę długi czas. Co porusza do głębi, krusząc mur niewrażliwości… Po prostu sięgnij po „Ostatniego wilkołaka”. Masz moje słowo, że zyskasz więcej, niż mógłbyś sobie wyobrazić.
"To potwierdzone. Jesteś ostatni. Przykro mi."
Gabriela Gargaś "Jutra może nie być"
http://merlin.pl/Jutra-moze-nie-byc_...7722-235-5.jpg
Opis z okładki
Czy miłość może być zła? Czy może niektórzy ludzie spotykają się za wcześnie, a inni za późno? Czy możliwe jest prawdziwe uczucie, wbrew wszystkiemu? Takie, które wybacza każde potknięcie?
Kochać można mimo szpetoty ciała, mimo zdrady, mimo minionych lat. Kochać można na wiele sposobów: głupio, namiętnie, bezinteresownie, naiwnie, do końca życia. A mimo to miłość nie zawsze zwycięża.
"Jutra może nie być" to historia kobiety, która pogubiła się w życiu. Na jednym z portali internetowych Kinga odnajduje po latach swoją "wielką miłość".
On jest żonaty, ona za kilka miesięcy wypowie sakramentalne "tak". Nawiązują romans. Dla Kingi ta miłość jest wyjątkowa. Rzuca dla niej dotychczasowe życie i czeka, aż on zrobi to samo. Zostaje kochanką. Sytuacja komplikuje się, kiedy zachodzi w ciążę...
"Jutra może nie być" to opowieść nie tylko o miłości, ale także o stracie, cierpieniu, przyjaźni, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi i sile, jaka tkwi w kobietach. Kobietach, które mimo przeciwności losu odnajdują w sobie odwagę, by iść do przodu i nie spoglądać wstecz. Kobietach, które spełniają swoje marzenia.
Recenzja:
Czy miłość może być zła? Albo inaczej: niewłaściwa? Często przynosi ze sobą smutek i cierpienie, ale czy jej niestosowność ma prawo krzywdzić osoby niepowiązane? Jak to jest z uczuciem tak wielkim i potężnym, iż jest ono w stanie doprowadzić mężczyznę do płaczu? To prawda, istnieje wiele rodzajów miłości: niewinna miłość do dziecka, matki; namiętna miłość kochanków, jak i miłość czysta, którą darzą się dwie połówki przysłowiowego jabłka.
Odłożywszy książkę na półkę, wiem, że nigdy jej nie zapomnę. Nie zapomnę jej lekkości, a zarazem głębokości, nasączenia radością, jak i rozpaczą. To wszystko pozostanie we mnie na bardzo długi okres.
Kinga to trzydziestoletnia narzeczona Darka, z którym tak naprawdę jest z przymusu, niźli własnego wyboru. Jednak w niedługim czasie będzie miało miejsce pewne zdarzenie, które uruchomiło szereg wydarzeń. Obróciło jej życie o 180 stopni, wywróciło je do góry nogami, każąc, aby się do niego przystosowała. Kobieta spotyka na swojej drodze żonatego M. M. był niegdyś jej szefem, z którym po odejściu nie utrzymywała kontaktu. Stara miłość odżyła, a Kinga została kochanką. Po półtora roku potajemnych spotkań, okazuje się, że dołączy do nich ktoś jeszcze. Ktoś, na kogo M. nie jest przygotowany, kto może zburzyć jego porządek życia raz na zawsze. Dziecko. Kinga podejmuje decyzję o ukryciu przed nim tego faktu. Udaje jej się to przez dwadzieścia jeden tygodni. Długich, aczkolwiek pięknych tygodni płaczu i śmiechu. Jednak to nie odrzucenie ojca jest tragiczne, a wydarzenie mające miejsce później. To ono burzy radość Kingi, jednak sprawia, że staje się silniejsza; staje się kimś całkowicie innym. Kimś z kogo jej dziecko, patrząc na nią z góry, będzie niewyobrażalnie dumne.
Gabriela Gargaś stworzyła coś niesamowitego. Historia, którą miałam przyjemność poznać, była niebywale realna, jakby pisana na własnym doświadczeniu. I nie tylko ja mam takie zdanie. Przyznam, że pod koniec byłam już znużona i czytałam, aby skończyć. Jednak nie żałuję nocy spędzonych z tą lekturą, ponieważ nie jest to tylko jakaś tam historia. Ona pozwala nam się czegoś nauczyć. Zawiera ogrom złotych myśli, rad, jak czerpać z życia co najlepsze i nie zatracić się w tym. Aby cieszyć się nim i kochać.
Całą lekturę czekałam na jedno wyjaśnienie. Kim był M.? A raczej, jak brzmi jego imię? To dodatkowo pchało mnie do przewracania kolejnych stron. I mimo że rozczarował mnie brak owej informacji, nadał on tej postaci tajemniczości, tego, że jednak wszystkiego o nim nie wiemy. Może jest innym człowiekiem, niż sobie wyobrażałam.
Ogółem książka jest naprawdę ciepła. Niekiedy radujemy się razem z bohaterką, a innym razem czujemy jej ból, który jest namacalny w takim stopniu, iż sądziłam, że mogę go dotknąć. Myśl, że to już koniec napawa mnie smutkiem, a zarazem szczęściem, ponieważ teraz może być tylko lepiej.
„Jutra może nie być” to książka nie tylko o miłości. Znajdziesz w niej ból, rozpacz, szczęście, walkę z samym sobą o przetrwanie, odwagę i przyjaźń. Jest o spełnianiu marzeń i przezwyciężaniu słabości. O sile, której potrzeba, aby nie tylko otworzyć oczy, ale również wstać z łóżka.
Isaac Marion "Ciepłe ciała"
http://s.lubimyczytac.pl/upload/book...92/155x220.jpg
Opis z okładki:
R nie ma imienia, wspomnień, pulsu. Wraz z innymi zombie zamieszkuje opuszczone lotnisko. Żadne z nich nie pamięta, jaka katastrofa zamieniła świat w przerażające i puste miejsce, a ich – w chodzących Martwych. Żeby podtrzymać swoją egzystencję, muszą polować na Żywych, ukrywających się w opuszczonym mieście.
Pożeranie Żywych to smakowanie ich wspomnień, odtwarzanie tego, kim byli.
Podczas jednej z krwawych wypraw R znajduje Julie i – zupełnie niespodziewanie dla samego siebie – ocala ją przed śmiercią, zabierając ze sobą. Tak właśnie rozpoczyna się pełna napięcia znajomość, która diametralnie zmieni nie tylko ich samych. Jednak zimny i martwy świat nie podda się bez walki.
Recenzja:
Nie sądzę, aby jakakolwiek książka była przez mnie równie mocno wyczekiwana, jak ta autorstwa Isaac’a Marion’a. Nie tylko dzięki okładce, która niemożliwie przyciąga spojrzenie, ale również opisowi. Przeczytałam wiele schlebiających recenzji, a to utwierdziło mnie w przekonaniu, że „Ciepłe ciała” to pozycja, którą prędzej czy później przeczytam.
R to zombie. Każda najmniejsza część jego ciała gnije z dnia na dzień, a on sam nie pamięta, kim był przed przemianą w tę rozkładającą się istotę. Razem z resztą sobie podobnych ulokował się na starym lotnisku, raz na jakiś czas wychodząc na łowy. Podczas jednej z wypraw, R poznaje Julie i zaskakując nawet siebie, zabiera ją do kryjówki. Jego uczucia względem dziewczyny są niejasne, jak i odwrotnie. Ale co jeśli Julie dowie się, że to R zabił jej ukochanego? Pośród ludzi istnieje plotka, że w momencie, gdy zombie zjada ludzki mózg, jest w stanie „obejrzeć” wspomnienia jego właściciela. Ale czy wspomnieli coś o przypadkach osobowości, które w pewnym sensie koegzystują z zombie?
Lektura była czystą przyjemnością i również z tego względu nie mogę uwierzyć, że owa książka jest debiutem autora. Osoby, które przeczytały, a nie wiedziały o tym fakcie, na pewno są teraz zaskoczone, jak i ja. Ponieważ tak ogromna gama emocji, które przeżyłam, jest nieprawdopodobna biorąc pod uwagę fakt, iż jest to pierwsze dzieło Isaac’a Marion’a, obecnie mojego ulubionego autora z niezwykłym talentem.
Szkielet wątku jest dość powszechny: odwzajemniona miłość nadnaturalnej istoty do śmiertelniczki, chęć ratowania jej życia, spowodowane tym walki i tak dalej. Jednak niezwykły jest w tym sposób, w jaki został wykreowany główny bohater, który do pewnego momentu nie posiada imienia. To przeurocza postać oraz jej czyste uczucie, pomimo chęci mordu, sprawiły, że zapałałam do niej tak ogromną i niepowtarzalną sympatią. R, bo tak został nazwany przez Julie, przetrwał już chyba wszystko: śmierć, przemianę w zombie, poszukiwanie pożywienia, nóż w czole. On nie pamiętał nawet tego, kim był, ani jednego najmniejszego wspomnienia.
Akcja nie była rwąca, tylko płynnie przenosiła mnie z wydarzenia do następnego. Podobała mi się atmosfera tajemniczości, która unosiła się nad książką. Ponieważ tak naprawdę nie dowiedziałam się, co było przyczyną zagłady gatunku ludzkiego i co zapoczątkowało przemiany ludzi w gnijących zombie.
„Ciepłe ciała” to wzruszająca historia o miłości i nadziei rodzących się między wystrzałami kul. Od początku wiedziałam, że nie stracę nic , czytając tę książkę. I tak też było, ponieważ R ukazał mi to, co dotychczas uważałam za nieprawdopodobne: że warto walczyć o to, co jest teraz, nie patrzeć na przeszłość czy przyszłość.
A gdyby nie Julie, nadal żyłby wspomnieniami zjedzonych mózgów.
PS. Niedawno miała miejsce światowa premiera filmu nakręconego na podstawie książki Mariona. Polskie tłumaczenie to "Wiecznie żywy" (Czy tylko ja jestem zła za taki przekład?:/) Film obejrzałam i naprawdę polecam: zabawny, lekki i przyjemny. :)
Pierre Lemaitre "Ślubna suknia"
Coś dla fanów sensacji. :)
http://3.bp.blogspot.com/-F8FERQGY4G...bna+suknia.jpg
Opis z okładki:
Doskonały thriller z suspensem, chętnie porównywany przez krytyków do "Dziecka Rosemary" Iry Levina
Czy młoda paryżanka Sophie cierpi na chorobę psychiczną i stopniowo popada w obłęd, czy też ktoś umiejętnie i nie przebierając w środkach usiłuje jej to wmówić?
Utrzymana w atmosferze narastającego zagrożenia opowieść o zemście i jej cenie.
Sophie jest osobą spełnioną zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Jednak od pewnego czasu jej spokój zakłócają drobne, lecz przykre incydenty: gubi klucze, książki, zapomina, gdzie zaparkowała samochód, mylą jej się godziny spotkań. A potem jest jeszcze gorzej. Sophie zaczyna myśleć, że zwariowała, i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. Wkrótce zostaje zamieszana w morderstwa, w których jest jedyną podejrzaną. Przerażona ucieka, wymyka się policji i postanawia zmienić tożsamość. Kiedy myśli, że ułożyła sobie życie z nowym mężem, znowu ma luki w pamięci, robi różne dziwne rzeczy i popada w depresję. Myśli nawet o samobójstwie, ale wtedy odkrywa, że mąż prowadzi wobec niej podwójną grę. Dlaczego postanowił zniszczyć ją i jej życie?
Recenzja:
Do książki Pana Lemaitre podchodziłam z dużą dozą sceptycyzmu. Po przeczytaniu opisu na obwolucie i wysłuchaniu wrażenia mojej siostry po lekturze, doszłam do wniosku, że jest to pozycja o kolejnej schizofreniczce. Jakie było moje zaskoczenie, gdy dotarłam do momentu, gdzie moje wyobrażenie zostało doszczętnie zniszczone, zastępując je czystym zachwytem nad geniuszem autora.
Sophie to zamężna paryżanka, która może spokojnie nazwać swój świat bajkowym. Kobieta bowiem ma wspaniałego męża, dobrze płatną pracę i szczęśliwe życie, o jakim niektórzy mogą tylko marzyć. Jednak z czasem zaczyna ona zapominać o drobiazgach, przyłapywać się, że nie pamiętała, gdzie schowała prezent urodzinowy dla swojego partnera. Te drobne rzeczy zaczynają ją przerażać. Traci pracę z powodu kompromitujących zdjęć, które rzekomo sama umieściła na dysku z materiałami na prezentację. Jej mąż, Vincent, popełnia samobójstwo. Świat Sophie zaczyna się walić. Kobieta powoli osuwa się na skraj obłędu. Zostaje bowiem oskarżona o morderstwo. Ucieka, ucieka, ucieka… Jeż życie na tym wówczas się opiera – na nieprzerwanej ucieczce. Jednak, co by było, gdyby jej obłęd był spowodowany ingerencją osoby trzeciej, której celem jest czysta zemsta?
W powieści Lemaitre'a obserwujemy jak kobieta pewna siebie staje się osobą przerażoną i osaczoną. Mimo wszystko Sophie nie traci trzeźwego myślenia i determinacji. I tylko dzięki temu udaje się jej przechytrzyć policję i cichego obserwatora. Nie mamy innego wyboru jak uważnie obserwować jej poczynania i czekać na kolejny zwrot akcji, który przyszykował nam autor.
Dzieło Pierra Lemaitre’a to majstersztyk z gatunku kryminału. Jeszcze nigdy, w całym moim dosyć krótkim życiu nie miałam podobnej przyjemności przeczytania czegoś równie genialnego. Tak, autor to geniusz w tej dziedzinie. Szok, suspens, czyste ogłupienie jakie zaserwował mi w tej pozycji jest poza granicami rozumowania. Dynamika narracji wciąga od pierwszej strony, a chęci poznania odpowiedzi na wszystkie, kłębiące się pytania są nieodłącznym celem ukończenia owej pozycji.
„Ślubną suknię” Pierra Lemaitre’a polecam smakoszom dobrego thrillera. Jest to niebywała gratka nie tylko dla nich, ale również dla osób, które nie przepadają za owym gatunkiem.